Przejdź do głównej zawartości

Ah co to był za urlop.


Urlop macierzyński. Ktoś kto połączył ze sobą te dwa słowa musiał mieć niezłe poczucie humoru.
Nie lepiej byłoby ten czas nazwać macierzyńską przerwą techniczną od normalnego życia albo macierzyńskim rokiem niewyspania? Albo jakkolwiek inaczej, ale żeby urlop? Serio?

Na urlopie macierzyńskim dress code jest jeden, ma być wygodnie. Moim ulubionym outfitem stały się leginsy i bluza. Czasami szalałam i zakładałam sobie bluzkę ze złotą nitką albo jakimś cekinem. Żebym ładniej wyglądała z marchewką na rękawie. Żeby czuć się lepiej w każdym kolejnym dniu świstaka codziennie starałam się pomalować. A jeśli już się tak stało, że byłam pomalowana i w bluzce ze złota nitka w jednym dniu , to śmiało mogłabym wybrać się na konkurs miss matek na macierzyńskim 2017.A przynajmniej się tak czułam. Z miss Ziemi działdowskiej się nie udało , to może tym razem ?  No chyba że tylko ja tak miałam i cała reszta wygląda na co dzień lepiej. Oby nie.

Z piciem zimnej kawy jakoś nie do końca się zgadzam, owszem taka niedopitka zdarzała się nie raz nie dwa ale wtedy po prostu robiłam sobie nową w porze drzemki. Jak się drzemka mocno przeciągała to czasami padaliśmy razem i nic się tym nie przejmowaliśmy. W tym miejscu dziękuję wszystkim odwiedzającym nas kawkowiczkom, którym wręczałam dziecko jak przychodziły a ja mogłam wypić sobie ciepła kawę.

Urlop macierzyński nie odbyłby się bez dni , które na początku zlewały się z nocą. Nie odbyłby się także bez walki o karmienie  piersią. Urlop nie odbyłby się bez pobudek o 5 rano ani zabaw o 2 w nocy.  Nie odbyłby się bez pierwszego gorączkowania, którego winowajcom był pierwszy ząb. Urlop to czas spędzony na lulaniu, śpiewaniu, tuleniu i pocieszaniu.
Jak widać , odpoczynku nie było końca.  Prawdziwe wczasy pod grusza.

Podsumowując ten rok , jestem na siebie trochę zła, że mając malutkiego pultynka w domu wciąż na coś  czekałam. Czekałam na pierwsze uniesienie głowy , na pierwszy obrót , pierwszy uśmiech ,pierwszy ząb,  pierwsze siadanie. Jak młody siadł po raz pierwszy nagle zrozumiałam. Oświeciło mnie. Po co ja na to wszystko czekam. Czemu nie potrafię cieszyć się chwila tu i teraz ? I tak zaczęłam cieszyć się raczkowaniem , wstawaniem. Aktualnie  cieszę się dreptaniem małych tłuściutkich stopek po naszym mieszkaniu.
Teraz nie czekam na nic,dziękuje za obecna chwilę. W rok moje dziecko zmieniło się nie do poznania, nie wiem kiedy i jak. To ulotność chwili kiedy przynosisz do domu dziecko, które potrzebuje Ciebie aby żyć, istnieć a za chwilę to samo dziecko mija Cię na przedpokoju mówiąc PAPA, wywalając się o pierwsza lepsza przeszkodę.


Macierzyński wyłącza jedno życie na rok by włączyć zupełnie inne i obce. Kiedy już przyzwyczaisz się do nowego trybu , stanu rzeczy okazuje się, że to koniec. Wracasz do opcji nr 1 , tylko nie jesteś już sama. W życiu nr 1 nie dowiedziałam się jak to się robi , żeby nie spóźniać się do pracy. Za chwilę będę musiała się dowiedzieć jak się nie spóźniać i przy okazji ogarnąć małego z rana. Wyjdzie na to, że pewnie i ja i Staś będziemy wiecznie spóźnieni. Zamiast jednej poczochranej głowy będą do ogarnięcia dwie, zrywanie się z łóżka skoro świt i poranny chaos w naszym nowym życiu już za chwilę. Trzymajcie za nas kciuki!





Zdjecia z imprezy roczkowej, dziękujemy za obecność, liczne przybycie i przepiękne prezenty! ;-)


Komentarze

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

Budować wspomnienia.

Zamknij na chwilę oczy, wróć do swojego dzieciństwa i przypomnij sobie jedną chwilę, podczas której byłeś najszczęśliwszym dzieciakiem na tej planecie. Miło co? Spełniło się Twoje marzenie? Pewnie coś Ci się udało. Nie wstyd było skakać z radości pod sufit, płakać ze szczęścia i ściskać wszystkich dookoła. Zamknij na chwilę oczy i przypomnij sobie wszystkie pyszności przyrządzone w rodzinnym domu,ich zapachy, wszystkie święta, urodziny, wyjazdy, spotkania. To wszystko wspomnienia, dobre wspomnienia, o które starali się dla nas rodzice/dziadkowie/opiekunowie/rodzeństwo/.. Myśląc o dzieciństwie Stasia, myślę właśnie o takich dobrych wspomnieniach. O tym, żeby pamiętał, jak dużo poświęcaliśmy mu uwagi, że zabieraliśmy go ze sobą w ciekawe miejsca, przeżywaliśmy każdą ważną dla niego chwilę tak, jakby nie liczyło się nic poza tym. Chcę, aby wiedział, że porzucę wszystko aby wysłuchać, że coś mu się udało, albo że się nie udało. Zawsze chętnie wysłucham o czym marzy i raz na jakiś cza...

Jest i ona, jej wysokość wiosna.

Jesteśmy po świętach pięknie spędzonych w rodzinnej atmosferze. Na wiosnę, każdego chyba dopada uśmiech i pogoda ducha. Miłość, o której będzie dziś mowa, w święta jest wręcz namacalna. Cieszę się, że moje dziecko jest otoczone takimi dobrymi ludźmi i pozytywnymi emocjami. Chociaż sprawia wrażenie małego nieogarniacza, to czuje i pokazuje całym sobą, że uwielbia być doceniany i kochany. Rodzina, miłość i przyjaciele, trzy najważniejsze wartości, które muszą być zawsze na pierwszym miejscu. Ostatnio, podczas biegania z pampersem w dłoni po mieszkaniu za półnagim, uciekającym przede mną synem naszło mnie na rozmyślenia. Może to od nadmiaru ruchu, zakręciło mi się w głowie i przypomniałam sobie wszystko to, co ceniłam kiedy byłam małym szkrabem. Wszystkie ważne sprawy, wszystkie szczęścia i radości, które były błahostkami dla dorosłych, dla mnie były całym światem. Jakie to piękne być rodzicem, pokazywać świat, spełniać dziecięce marzenia i przekazywać swoje wartości. Jakie to trudn...

365 dzień bycia mamą.

Rok, który był mrugnięciem okiem. Stało się, Staś skończył dziś rok.  Jeszcze wczoraj  leżał na mięciutkim, pachnącym kocyku. Dziś raczkuje i ciągnie za sobą ten sam mięciutki, zazwyczaj obklejony chrupkami kocyk po podłodze. Rok temu cieszyliśmy się, gdy chociaż na chwilę otwierał oczy i na nas patrzył. Dziś cieszymy się jak chociaż na chwilę w dzień zamknie oczy i pójdzie na drzemkę. Jeszcze wczoraj wydawał mi się takim małym okruszkiem, przy którym jak się mocniej kichnie to go zdmuchnie. Dziś jest mięsistym i silnym chłopcem, który potrafi kichnąć tak samo głośno jak ja. (zawsze się z tego cieszy). Rok temu Stasiowy tata bał się go brać na ręce w obawie, że coś mu zrobi. Dziś to ja czasami wolę nie patrzeć na to jak go bierze na ręce. Samoloty pod sufitem.. Kiedyś zejdę przez nie na zawał. Szalone 365dni, które zmienia człowieka całkowicie. Teraz wiem, że mam niezliczone pokłady cierpliwości. Ciężko mnie dziś wyprowadzić z równowagi. Wcale nie potrzebuję 10 godzin ...